***
Po fatalnej nocy i jeszcze bardziej
fatalnym dniu, powiem po prostu, że padam i marzę o długimmmmm śnie bez
przerw na karmienia, bez nasłuchiwania czy wszystko ok, bez leżenia
tylko na jednym boku! Mam dość niesprawiedliwości losu! Słoneczko,
ciepełko, a synek się rozchorował :/ W taką piękną pogodę, my siedzimy w
domu.
Kiedy kładłam go wczoraj spać, nic nie
zapowiadało, że przede mną nieprzespana nocka. Maluch zasnął jak zawsze
przy cycku, spokojnie i cichutko. Jednak po 40 minutach obudził się z
przeraźliwym płaczem. Pobiegliśmy z mężem w obawie, że coś złego mu się
może przyśniło. Maluszek zanosił się płaczem i jednocześnie próbował
wziąć oddech, ale nosek był cały zawalony gilaskami, a Mały cały
spanikowany nie rozumiejąc całej sytuacji. Natychmiast w ruch poszedł
Katarek (choć pierwszej próbowałam fridy, ale gdzie tam… nic nie mogłam odessać, wydzielina była zbyt gęsta), woda morska i Olbas Oil. Synek
zaczął płakać jeszcze mocniej, zesztywniał ze strachu, przerażony
głośnym dźwiękiem odkurzacza. Boziu, ile ja się wczoraj nakołysałam,
naśpiewałam „aaa kotki dwa”, nagłaskałam i oczywiście naobwiniałam samą
siebie. Nie wiem czy ten katar to efekt przeciągów w domu, czy może
towarzysz wyrzynającej się dolnej trójki?! Ja obstawiam przeciąg i
bardzo żałuję, że nie dopilnowałam aby Maluszka nie przewiało. Nie mogę
patrzeć jak się biedny męczy z tym cieknącym i zatkanym noskiem,
zwłaszcza gdy próbuje pocyckać lub usnąć
A dodatkowo, ja cały dzień chodzę za nim z aspiratorem by na bieżąco odsysać gilaski i już na mój widok zaczyna popłakiwać.
Mam nadzieje, że szybko pozbędziemy się problemu i nie rozchorujemy się wszyscy, bo już za tydzień roczek synka i kinderparty…
Pozdrawiam,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz